Wywiad z Arturem Kohutkiem—byłym rekordzistą kraju

Wywiad z Arturem Kohutkiem—byłym rekordzistą kraju

Do niedawna rekordzista Polski (13.27s. 110m pł), czołowy płotkarz w Europie. Zawodnik SL WKS Zawiszy Bydgoszcz dzisiaj chorąży Wojska Polskiego i trener lekkiej atletyki.

Artur Kohutek bo to o nim mowa, brązowy medalista Mistrzostw Europy w Monachium (2002), wielokrotny medalista mistrzostw Polski zgodził się na udzielenie mi odpowiedzi na kilka pytań ujawniających małą część jego życia, pracy i sukcesów sportowych.

Miłosz Bolszaków: Zacznijmy od sprawy chyba najmilszej dla Ciebie czyli rekordu Polski. Ustanowiłeś go 5 sierpnia 1997 roku, twoja kariera dopiero się rozpoczynała, jak widać po samym wyniku forma jaką prezentowałeś tego dnia była wysoka, opowiedz mi jak czułeś się w dniu bicia rekordu, spodziewałeś się dobrego wyniku czy raczej było to dla Ciebie wielkie zaskoczenie?

Artur Kohutek: Tak to miłe wspomnienie dla mnie. Już w eliminacjach pobiegłem szybko i to było dla mnie zaskoczenie nawet przez myśl mi nie przeszło, że w następnym biegu mogę pobić rekord Polski ale okazało się, że się udało. Był to dla mnie bardzo szczęśliwy dzień.

MB: Jak już wyżej wspomniałem twoja kariera wtedy dopiero się rozpoczynała, jaki wpływ rekord Polski miał na twoją karierę i motywację do pracy?

AK: Miałem za sobą kilka lat treningu przed tym biegiem. Ten wynik dał mi motywację i wiarę że mogę coś osiągnąć w sporcie, myślę, że ten sukces przyczynił się na decyzję o dalszej kontynuacji mimo wielu niepowodzeń.

MB: 5 lat później w Monachium zdobyłeś swój najważniejszy medal w karierze, skróć w paru słowach sam bieg i zawody.

AK: Brązowy medal ME w Monachium zdobyłem po kilku słabszych dla mnie latach. Wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany. Celem był finał, po półfinale dotarło do mnie, że mogę walczyć o medal i tak się też stało z biegu pamiętam tylko tyle, że skupiłem się na szybkim dobiegu do pierwszego płotka i to że uderzyłem go nogą atakującą. Reszty już niestety nie pamiętam. Dodam, że oczekiwanie na mecie na pojawienie się mojego nazwiska na telebimie na 3 miejscu było niesamowitym przeżyciem.

MB: Komu zawdzięczasz sukces i kto Cię przygotowywał do Mistrzostw Europy?

AK: Największe sukcesy odnosiłem pod okiem trenera Wiesława Czapiewskiego ale na sukces składa się wiele czynników, odnowa biologiczna, atmosfera na treningu, nastawienie, psychika zawodnika oraz warunki jakie zawodnik ma stworzone do trenowania.

MB: Jak potoczyła się twoja kariera po Mistrzostwach Europy? Przypuszczam, że sprawy nabrały tempa.

AK: Właśnie mistrzostwa to mój ostatni wielki sukces potem bywało różnie, ale do tak wysokiego poziomu niestety już nie doszedłem, natomiast wiele poprawiło się od strony marketingowej.

MB: Teraz sprawa mniej milsza niż poprzednie, kontuzje… to one często przerywają rozwijającą się karierę. Jak sprawa kontuzji wyglądała u Ciebie? Miałeś z nimi problem? Była jakaś szczególna która wykluczyła ciebie na dłuższy okres?

AK: Tak, te bardzo mnie prześladowały, pamiętam że podczas kariery już seniorskiej jedynym takim sezonem bez większych dolegliwości był ten przed Monachium, a tak wiecznie coś mi było, nawet na Mistrzostwach Świata w Atenach, gdzie pobiłem rekord Polski. Jechałem tam z kontuzją achillesa, właśnie kontuzja ścięgna piętowego była dla mnie najbardziej poważną, ostatecznie skończyła się skomplikowanym zabiegiem chirurgicznym. Koledzy płotkarze mówili: jak Kohut zdrowy to Kohut biega szybko i prawdę mówiąc coś w tym było…

MB: Sport to ciężka praca, wiele wyrzeczeń a także ciągły reżim treningowy. Skąd czerpałeś motywację do ciągłej pracy nad sobą?

AK: Tak... sport to bardzo ciężka praca i wyrzeczenia ale sport to też sposób na życie i siebie samego, kształtuje charakter, ducha rywalizacji, somodyscyplinę oraz szacunek do innych, myślę że dla mnie motywacją była rodzina, bardzo wspierała mnie moja żona, poza tym miałem zobowiązania zawodowe jako żołnierz.

MB: Wielu mistrzów trafia do sportu przypadkowo, powiedz mi jak to było w twoim wypadku. Jak znalazłeś się na bieżni?

AK: Ja trafiłem do sportu późno, bo w drugiej klasie szkoły średniej jako skoczek w dal, trener z Zawiszy który uczył WF-u w mojej szkole gdzieś mnie wypatrzył i zaproponował, abym przyszedł na trening.

MB: Który medal był dla Ciebie tym najcenniejszym? Brązowy medal Mistrzostw Europy czy był nim na przykład jakiś symboliczny gdy stawiałeś pierwsze kroki?

AK: Oczywiście medal z ME jest dla mnie najcenniejszy, bardzo ważny jest też dla mnie pierwszy medal z zawodów MP juniorów, też brązowy i jeszcze jeden jest—ten z Mistrzostw Polski seniorów ze Szczecina z 2002 roku z tej prostej przyczyny że jest… ze złota.

MB: Karierę zakończyłeś w 2007 roku. Jak potoczyło się twoje życie po jej zakończeniu? Czym się aktualnie zajmujesz?

AK: Zakończnie kariery to trudna decyzja dla zawodnika. Na początku nie wiedziałem za co się zabrać, Dobrze się złożyło, że pozwolono mi zostać w wojsku, teraz jestem żołnierzem zawodowym i trenerem LA w klubie Zawisza Bydgoszcz.

MB: Teraz pozwól ,że zadam Ci kilka krótkich, szybkich pytań…

60m pł czy 110m pł?

AK: 110m ppł.

MB: Odwieczny rywal?

AK: Tomasz Ścigaczewski, bracia Melihowie.

MB: Motto życiowe?

AK: Nie przejmować się porażkami, szybko zaczynać od nowa.

MB: Zainteresowania poza sportem?

AK: Motoryzacja, przyroda

MB: Czym jest dla Ciebie sport?

AK: Dobry dodatek do życia

MB: Technika czy szybkość i siła?

AK: Jedno idzie w parze z drugim, nie można biegać szybko mając poprawną technikę, a nie mając szybkości czerpanej z siły ale stawiam na technikę.

MB: Podsumowując mam jeszcze do Ciebie dwa pytania, można powiedzieć, że sporo osiągnąłeś w lekkoatletyce i zwojowałeś polskie płotki, zatem czy możesz o sobie powiedzieć, że jesteś sportowcem spełnionym?

AK: Można tak powiedzieć. Żałuję tylko tego że nie udało mi się pojechać na olimpiadę i nie mogę o sobie powiedzieć olimpijczyk.

MB: Na zakończenie... może masz pomysł w jaki sposób zachęcić młodzież do lekkoatletyki?

AK: Lekkoatletyka jest sportem naturalnym, odkąd człowiek stanął na dwóch nogach musiał biegać skakać i rzucać żeby utrzymać się przy życiu, jest sportem indywidualnym gdzie zawodnik, młody człowiek uczy się brania odpowiedzialności za własne postępowanie i wyniki. Nie każdy zostanie mistrzem ale musi wiedzieć, że ciężka praca prowadzi do celu, poza tym lekka jest sportem wszechstronnym, można wybierać w wielu konkurencjach, to przygoda a zarazem szkoła życia.

MB: To wszystko z mojej strony, bardzo dziękuję Ci za chwilę czasu poświęconą dla nas, dzięki temu adepci królowej sportu mogą poznać choć skrawek życia i historii jednego z najlepszych polskich płotkarzy, życzę Ci w dalszych sukcesów w życiu zawodowym oraz prywatnym, mam nadzieję, że któryś z twoich podopiecznych dojdzie do takiego samego poziomu jak Ty.

AK: Także dziękuję.

Miłosz Bolszaków

do góry