Przemek Słowikowski o sobie i sezonie 2015

Foto: Tomasz Kasjaniuk

Przemek Słowikowski to mistrz Polski seniorów z 2015 roku na 100 metrów z Krakowa, ponadto Młodzieżowy mistrz kraju na tym samym dystansie. W tym sezonie drugi zawodnik tabel na 100 metrów czasem 10.39s. Reprezentant Polski, członek sztafety 4x100 metrów.

Patryk Jasiński: Sezon 2015 za Tobą, jak oceniasz pokrótce swoją formę w kończącym się roku? Zadowolony?

Przemysław Słowikowski: Jestem z niej bardzo zadowolony. Od samego początku sezonu letniego prezentowałem równy i wysoki poziom wyników. Udało mi się poprawić rekordy życiowe zarówno w biegu na 100m i 200m. Mogę z pewnością przyznać, że był to dla mnie udany rok.

PJ: Jak oceniasz swoje starty podczas zawodów rangi międzynarodowej?

PS: W tym roku miałem szansę reprezentować nasz kraj podczas Drużynowych Mistrzostw Europy w rosyjskich Cheboksarach. Był to mój debiut w reprezentacji jeśli chodzi o rywalizację indywidualną. Start w Rosji wspominam jako jeden z trudniejszych biegów w minionym sezonie, panowały tam warunki, które bardzo utrudniały rywalizację sprinterom. W moim biegu wiał silny przeciwny wiatr. Z perspektywy czasu, uważam, że nie był to do końca udany występ, mimo wszystko jestem z niego zadowolony, ponieważ wyniosłem ważne dla siebie doświadczenie. Drugim a zarazem docelowym startem w tym roku miały być Młodzieżowe Mistrzostwa Europy, niestety drobny uraz mięśnia czworogłowego uda, którego doznałem kilka dni przed wylotem na Mistrzostwa wykluczył mnie z rywalizacji indywidualnej w biegu na 100m.

PJ: Podczas mistrzostw Polski seniorów w Krakowie zdobyłeś złoto, pokonałeś np. starszych, bardziej doświadczonych zawodników, ale i Karola Zalewskiego, o którym dużo się mówi. Jakie emocji towarzyszyły Ci po zawodach?

PS: Po nieudanych Młodzieżowych Mistrzostwach Europy, na które wypracowałem absolutny szczyt formy startowej pojechałem do Krakowa. W przerwie między jedną a drugą imprezą udało mi się optymalnie załagodzić doznany uraz. Mistrzostwa Polski Seniorów stały się zatem moim głównym celem. Miałem coś do udowodnienia nie tylko sobie. Wiedziałem, że stać mnie na dobry wynik. Skupienie, koncentracja a przed wszystkim odpowiednia motywacja sprawiły, że zwyciężyłem. Emocje? Nie do opisania – wspaniałe.

PJ: Jesteś czołowym sprinterem w kraju, poprzednie sezony miałeś nieco słabsze, albo mniej zauważalne, ale teraz wystrzeliłeś na sam szczyt. Co się stało? Jakie zmiany miały miejsce?

PS: Z roku na rok prezentuję coraz wyższy poziom. W 2014 roku doznałem nieszczęśliwej kontuzji, która spowodowała brak moich występów w sezonie letnim. Myślę, że gdyby nie to wydarzenie to już wcześniej miałbym okazję zaprezentować swoje duże możliwości. Systematyczny i sumiennie wykonywany trening to mój klucz do sukcesu.

PJ: Wielu zawodników zbyt wcześnie dostaje bodźce, które dają dobre efekty, jednak w wieku młodzieżowca większość z nich po prostu ginie w statystykach i biega na poziomie jak za juniora. W Twoim wypadku jest inaczej. To znak, że byłeś mądrze prowadzony od początku. Kto był Twoim pierwszym trenerem? Z kim pracujesz obecnie?

PS: Swoje pierwsze kroki w sprincie stawiałem pod opieką swojego ojca i to on zaraził mnie lekką atletyką. Na przełomie szkoły podstawowej i gimnazjum zacząłem uczęszczać na treningi do trenera Dariusza Adamczyka, jako zawodnik reprezentowałem Gdański Ośrodek Kultury Fizycznej. Z czasem powstała tam sekcja lekkiej atletyki i klub, którego nazwę przekształcono w Młodzieżowy Międzyszkolny Klub Sportowy Gdańsk. Na początku moje wyniki były bardzo przeciętne, muszę przyznać, że byłem jednym z tych słabszych. Trener często powtarzał mi, że potrzebuję po prostu więcej czasu na to, żeby się odpowiednio rozwinąć i rzeczywiście miał rację. Zaczynając od wyników po 12-13 sekund wyprowadził mój rekord na 10.66 w biegu na 100m. W 2012 roku zostałem przekazany w ręce mojego obecnego trenera, którym jest Rafał Has. Osobiście uważam, że jest to obecnie najlepszy trener sprintu w Polsce

PJ: Nadchodzi sezon halowy, Ty na pewno już wznowiłeś treningi. W 2015 roku byłeś poza podium mistrzostw na hali. Traktujesz okres halowy mniej prestiżowo, czy po prostu, to zbyt krótki dystans na pokazanie swoich możliwości?

PS: Lubię starty w hali ale nie przywiązuję do nich takiej wartości jak do tych w sezonie letnim. Poprzedni sezon halowy wspominam bardzo dobrze, poprawiłem rekord na „sześćdziesiątkę” oraz zająłem IV miejsce na Halowych Mistrzostwach Polski. Swoje obecne przygotowania poświęcam głównie pod sezon letni. Mam w planach kilka startów w hali, lecz potraktuję je bardziej jako chwilowy przerywnik od docelowych przygotowań. Taką decyzję podjąłem razem ze swoim trenerem.

PJ: Sezon 2016 to przede wszystkim Igrzyska w Rio, pewnie jedno z Twoich marzeń. Jakie cele indywidualne masz na przyszły rok? Jakie w sztafecie?

PS: Przyszły rok to rzeczywiście sezon olimpijski, ale po drodze są jeszcze Mistrzostwa Europy Seniorów w Amsterdamie. Celem jest kwalifikacja na obie te imprezy. Co się tyczy sztafety, na pewno będziemy walczyć z chłopakami całymi siłami, aby sztafeta zakwalifikowała się na Igrzyska do Rio a tam to już tylko po rekord Polski

PJ: Trenujesz w Gdyni. Mieście, które chyba zostało zapomniane na mapie Polski. Brakuje wam obiektów, brakuje znanego klubu. Co tam się dzieje?

PS: W Gdyni rzeczywiście brakuje lekkoatletycznych obiektów. Głównym problemem jest brak stadionu lekkoatletycznego z prawdziwego zdarzenia. Jest 60 metrowa hala lekkoatletyczna, na której można trenować wszystkie konkurencje skocznościowe ale nie biegi lekkoatletyczne na wysokim poziomie. Nie zgodziłbym się z tezą, że brakuje znanego klubu. Trenuję w WKS „Flota” Gdynia, klubie o długiej tradycji lekkoatletycznej. Z klubu tego wywodzą się olimpijczycy m.in. czterystumetrowiec Andrzej Stępień, młociarz Stanisław Lubiejewski, chodziarze Jan Ornoch i Bogusław Duda oraz wielu innych lekkoatletów osiągających sukcesy na arenie krajowej.

PJ: Zdecydowanie lepiej radzi sobie SKLA Sopot czy gdańska AWF. Czego brakuje, żeby być trzecim trójmiejskim ośrodkiem popularnym na skalę krajową?

PS: Mój klub w tym roku był trzecią siłą lekkoatletyczną w województwie pomorskim, o czym świadczą wyniki. W klasyfikacji sportu młodzieżowego WKS „Flota” Gdynia zajmuje 50 miejsce w Polsce pod względem ilości punktów zdobytych w rozgrywkach od młodzika do młodzieżowca i jest to trzeci wynik w całym województwie pomorskim.

PJ: Nie myślałeś żeby przenieść się do Sopotu albo Gdańska? Dlaczego Gdynia?

PS: Jestem urodzonym Gdynianinem dlatego miło mi, że mogę reprezentować gdyński klub. Flota oferuje mi korzystniejsze warunki szkoleniowe.

PJ: Jak Gdynia traktuje sportowców? Istnieje tam jakiś sport poza koszykówką?

PS: Gdynia to głównie piłka nożna, piłka ręczna kobiet, koszykówka i gimnastyka artystyczna. Lekkoatletyka traktowana jest jak ubogi krewny a dotacje z miasta na lekką są małe.

PJ: Masz jakiegoś zawodnika na którym chciałbyś się wzorować? Kto wywiera na Tobie największe wrażenie jeśli chodzi o sportowców?

PS: Obserwuję wielu zawodników z czołówki europejskiej i światowej ale nie traktuję ich jako wzorzec. Każdy wykonuje swoją robotę i ja też robię swoje.

PJ: Twoje największe sportowe osiągnięcie?

PS: Srebrny medal zdobyty w sztafecie podczas Młodzieżowych Mistrzostw Europy w 2013 roku. Natomiast jeśli chodzi o osiągnięcia indywidualne to oczywiście złoty medal na tegorocznych Mistrzostwach Polski Seniorów.

PJ: Czym zajmujesz się poza lekkoatletyką? Co, jeśli kiedyś przyjdzie zakończyć karierę?

PS: Poza lekką, jestem studentem Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. Obecnie jestem na pierwszym roku studiów magisterskich. Wiedza i kwalifikacje jakie zdobywam w czasie studiów dają mi szeroki wachlarz możliwości po ich ukończeniu.

PJ: Czego brakuje Twoim zdaniem polskiej lekkoatletyce? Co trzeba zamienić?

PS: Przede wszystkim brakuje marketingu i promocji lekkiej atletyki. Finansowanie „królowej sportu” w naszym kraju jest słabe, brakuje pieniędzy dla zawodników. Większość ludzi uprawiających ten sport to pasjonaci, bo nie można tutaj mówić o jakichkolwiek zarobkach.. jeśli jesteś zawodnikiem na poziomie minimum europejskim to można „coś z tego mieć”, cała reszta poświęca tylko swój darmowy czas. Pomijając kwestie finansowe uważam, że brakuje „świeżości” w myśli szkoleniowej. Wiele rzeczy powinno się zmienić, żeby ten sport wrócił na piedestał, tak jak to było kiedyś…

PJ: Dziękuję za wywiad :)

 

Fanpage Przemka Słowikowskiego na FB >>>
do góry