Zamieszanie w Bydgoszczy

"Pole vault Its all for this moment" by http://www.flickr.com/photos/giovannijl-s_photohut/ Gio JL - http://www.flickr.com/photos/giovannijl-s_photohut/426693799/. Licensed under CC BY-SA 2.0 via Commons - https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Pole_vaul

Zakończony sezon lekkoatletyczny to w wielu klubach okazja do przyznania nagród i wspólnego świętowania sukcesów. Ostatnie zakończenie w bydgoskim Zawiszy przyniosło jednak wiele niesmaku, niesmaku spowodowanego nie docenieniem.

Rozmach takiego zakończenia i nagrody to rzecz bardzo indywidualna w wielu częściach kraju w zależności od województwa i klubu, a przede wszystkim rzecz zależna od środków jakimi dysponuje klub. Bywa lepiej, czasem bywa gorzej. Kluby jednosekcyjne radzą sobie z tym znacznie lepiej, te jak Zawisza, mają wiele sekcji które trzeba pogodzić i utrzymać. Nie mówiąc już o obiektach sportowych i imprezach, które kosztują, a sponsorów na ich utrzymanie bardzo ciężko.

Niemałe zamieszanie wywołał wpis naszej najlepszej obecnie tyczkarki Kamili Przybyły. Młoda i zdolna rekordzistka kraju na podsumowaniu sezonu otrzymała symboliczny prezent w postaci... szklanek z herbem klubu.

"Za dwa rekordy Polski na hali (4,22) i na stadionie (4,30), za dwa złote medale Mistrzostw Polski, najlepszy wynik wśród seniorów oraz brązowy medal Mistrzostw Europy Juniorów na uroczystym zakończeniu sezonu otrzymałam od kochanego klubu 6 gustownych szklaneczek..." - napisała Przybyła.

Prezent bardzo gustowny i elegancki, jednak dość kontrowersyjny i czy aby poprawny? Same szklanki bardzo podobne do tych, z których koneserzy piją szkocką, albo inne napoje wyskokowe, a jak wiadomo sportowcom nie wypada. Może to świetny pomysł dla kogoś z rady miasta czy trenera, ale czy aby dla samego zawodnika?

Kontrowersyjny wpis szybko skomentował mistrz świata w skoku o tyczce, Paweł Wojciechowski. Klubowy kolega zawodniczki bardzo krytycznie odniósł się do wpisu nie pozostawiając suchej nitki na zawodniczce.

"Nawiązując do ostatnimi czasy pojawiających się oczerniających i prześmiewczych słów o moim ukochanym Zawiszy, chciałbym zabrać głos. Dziękuję mojemu klubowi za 18 lat wsparcia, możliwość trenowania, udostępnianie sprzętu od małego: dresy, tyczki, zeskoki, nowy stadion, za ciągle poprawiające się warunki treningowe. Chciałbym podziękować za możliwość trenowania z takimi fachowcami jak pan trener Roman Dakiniewicz, który nauczył mnie skoku o tyczce, Włodzimierz Michalski za przygotowania do Daegu 2011, a obecnie pan trener Wiesław Czapiewski, z którym wspólnie walczymy o formę do najważniejszych zawodów w karierze każdego sportowca. Z tego, co wiem, ciężko o fachowców w naszym kraju, a w Bydgoszczy ich nie brakuje. Na hali lekko nie jest, sufit ma 4.90 w miejscu rozbiegu, ale damskie tyczki są dużo krótsze, także to tylko mój problem, który w miarę możliwości jest rozwiązywany. Ja za juniora cieszyłem się ze stypendiów, a tych nie było mało, uważam, że dla tak młodego człowieka (18-19 lat), kwota - sporo powyżej średniej krajowej -przy zapewnionych obozach i szkoleniu jest wystarczająca i nie pozwalająca zachłysnąć się „sukcesami”. Zarabia się w wieku seniora!! Na pewno nie tyle, ile piłkarze i z tym trzeba się pogodzić, ale myślę, że są to godziwe pieniądze pozwalające trenować i przygotować się np. do Igrzysk Olimpijskich, na których zdobycie medalu zapewnia emeryturę. Przez całą moją karierę starałem się brać jak najmniej się da, bo wolałem postawić na rozwój młodzieży z mniejszymi sukcesami, ale dobrze rokującej, przecież ja miałem za co żyć, np. stypendia z miasta, województwa, od ministra sportu. Ze „szklaneczek” z symbolem klubu, bardzo cieszą się moi rodzice i dziadek, którzy są wielkimi kibicami Zawiszy i sportu polskiego, przecież ja whiskey nie piję, ale gest jest jak najbardziej miły i wskazany. Oczywiście obyłoby się bez tego, niestety klub zarabia niewiele i jest skazany na dofinansowania, więc staram się doceniać każdy prezent. Zawisza świetnym klubem jest i postaram się osiągać jak najwięcej sukcesów dla kraju, miasta i klubu. Pozdrawiam, moc z wami, ciężka robota popłaca. A każdy, kto ma szklaneczki, niech wypije toast za sportowców, bo Rio zbliża się wielkimi krokami." - skomentował Wojciechowski.

Czy sam wpis Przybyły był na tyle niestosowny, że klub został oczerniony, czy może na tyle prawdziwy, że zdradził realia polskiej lekkiej atletyki? Każdy Związek, klub tak samo jak i posłowie w rządzie, uwielbia organizować wystawne bankiety bez udziału "zasłużonych", kosztem niemałych pieniędzy.

Same Igrzyska o których wspomina Wojciechowski to nie lada gratka dla każdego sportowca. Ale żeby otrzymać sportową emeryturę trzeba jednak więcej niż przygotowania na tanich obozach gdzieś w Polsce, gdzie ciężko o treningi na najwyższym poziomie.

Zagraniczne zgrupowania to kosmiczne koszty jak na realia polskich lekkoatletów, i bez porządnych sponsorów ciężko o takie nawet ze stypendium z kilku miejsc. Poza tym comiesięczne koszty suplementacji, diet czy sprzętu są naprawdę duże. Nie mówiąc już o odłożeniu czegoś "na wypadek" niepowodzenie w starcie do "emerytury".

Poza tym, po zakończeniu kariery trzeba jakoś żyć, a wspomniana piłka nożna nawet na przeciętnym poziomie pozwala żyć dostatnio, bez większych wydatków, bo sponsorów w niej nie brakuje, a media trąbią o niej na lewo i prawo. Co niestety jest przeciwieństwem lekkiej atletyki, gdzie każdy zawodnik zaszyty na pobliskim obiekcie szlifuje formę i liczy choćby na najmniejszy gest podziękowania po ciężkim sezonie.

Z własnego sportowego doświadczenia wiem, że para butów na zakończenie sezonu dla wielu z nas to już sukces. I nie chodzi tutaj przecież wyniki porównywalne z Przybyłą czy Wojciechowskim, a jakieś tam udziały na mistrzostwach Polski i punkty, za które klub dostaje pieniądze i funkcjonuje.

Rekordy Polski i medale mistrzostw Europy są jednak warte zdecydowanie więcej niż pakiet szklanek, a sam wpis jak na nasz kraj moim zdaniem jest bardzo trafny. Siedzenie w kącie i ciuanie z miesiąca na miesiąc nie ma sensu i czasem trzeba się pokazać, choćby sponsorom. A nie jednokrotnie kontrowersyjne występy czy wpisy pozwalają znaleźć managera i dobre pieniądze.

Gaszenie ognia w zarodku w tym wypadku nie miało sensu, tak samo jak komentarze niektórych działaczy, w tym prezesa Związku, dr Jerzego Skuchy. Związek zamiast bawić się w śledzenie zawodników na portalach społecznościowych powinien pomyśleć nad poprawieniem medialności imprez, które zlecają do wykonania jak mistrzostwa Polski, które rozgłosem dorównują zawodom piłkarskim 3 ligi w piłce nożnej, w której pewnie są i tak lepsze pieniądze niż w lekkiej atletyce.

Związku, zamiast bawić się i krytykować zawodników za ich bunt i brak chęci pogodzenia się z kiepskim losem, zacznij od siebie. Zacznij promować lekkoatletykę, imprezy sportowe i zawodników. Ani ja, ani inni zawodnicy nie będziemy trenowali w warunkach, które często wołają o pomstę. Ja, jak i oni chcielibyśmy czegoś więcej niż tylko uścisk dłoni za reprezentowanie Ciebie.

Jeśli Twoim zdaniem nie potrzebujemy wiele, i możemy trenować, pracować i się uczyć zarabiając na swoją pasję, to tak samo TY możesz zrezygnować z przyznawania pensji osobom, które równie dobrze mogą iść pracować na drugi etat i bywać w domu kilka godzin dziennie.

To Ty jesteś dla nas, a nie my dla Ciebie.

do góry