Jak zniszczyć talent?

Jak zniszczyć talent?

Każdy związek sportowy ma na celu zrzeszanie grup sportowych w postaci klubów czy stowarzyszeń, te z kolei stanowiąc dolną część struktury, jednak najważniejszą, gromadzą poszczególnych zawodników i trenerów od których de facto wszystko się zaczyna i którzy powinni mieć decydujący wpływ na swoich podopiecznych.

Od lat w Polskim Związku Lekkiej Atletyki (zresztą nie tylko w nim, ta sama sytuacja ma miejsce w innych związkach i instytucjach nad jak i podrzędnych), obserwuje się często kolokwialnie zwane kolesiostwo czy też podporządkowywanie mniejszych klubów. Często wbrew woli samych zainteresowanych przypadki te dotyczą szkoleń czy samych startów. Różnie bywa z powołaniami do kadry i wszystkim tym co otacza system szkolenia.

Jakiś czas temu poruszany był już temat, samego szkolenia i faktu, iż to trener jest jednostką stworzoną dla zawodnika, a nie na odwrót. Cała struktura, która ma miejsce w naszym lekkoatletycznym otoczeniu zmierza donikąd, tworząc bezsensowne konflikty i sytuacje, które nie powinny mieć miejsca.

Chodzi o fakt podejmowania decyzji, w sytuacjach często newralgicznych, przez trenerów kadry, którzy powinni być jednostką mogącą jedynie kontynuować szkolenie trenera prowadzącego z lekką modyfikacją czy sugestią, która zawsze i w każdym wypadku powinna być konsultowana. Dlaczego?

Wielokrotnie (wieloletni) trenerzy kadry narodowej uważają, że wiedzą najlepiej jak w dwa tygodnie przygotować zawodnika do imprezy docelowej lub też wiedzą jaki start dla zawodnika będzie najbardziej odpowiedni, mimo, że samego zawodnika widują dość rzadko, a formę oceniają jedynie na podstawie wyników z zawodów w sieci. O ile zawodnik doświadczony spotyka się często na równi z trenerem kadry i trenerem klubowym (o ile jeszcze trenerem prowadzącym nie jest trener kadry, a w 90% tak bywa. Nasze lekkoatletyczne zaplecze stanowi jedynie garstka seniorów i młodzieżowców...), o tyle młodzik, junior młodszy i junior to materiał dopiero dojrzewający, niesiony emocjami i pokusami, bywa niszczony właśnie poprzez chęć wprowadzenia zbyt licznych zmian kosztem samego zawodnika i próby osiągnięcia wyższych wyników w rywalizacji (co często opierane jest na tzw. doświadczeniu z przeszłości, gdzie wyniki osiągano na katorżniczym treningu, a system wykrywania dopingu czy ładnie mówiąc wspomagania dopiero raczkował).

Zawodnicy rozpoczynający przygodę ze sportem, często ulegają wpływom trenerów kadry, którzy niejednokrotnie obiecują, sugerują, a często i zmuszają do wykonywania takich, a nie innych treningów, kusząc kosmicznym progresem i wynikami, a każdy sprzeciw rozwiążą wyrzuceniem z kadry narodowej czy banicją na najważniejsze dla zawodnika zawody. W jakim celu? Dlaczego zamiast wyjść zawodnikowi na przeciw, lepiej rzucać mu kłody pod nogi?

To trener klubowy, ten z który stawia się pierwsze kroki jest jak rodzic, jak stróż i to on jest osobą, do której zawodnik zwraca się w trudnej sytuacji. Każdego rodzaju naciski i wykluczenia powodują upadek ambicji i chęci rozwoju. Każda zmiana, każdy start i mocniejszy trening muszą być powiązane. Wiele razy słyszy się o systematyce, zapale, powtarzalności, a mimo wszystko, te potrafią zostać zniszczone jednym obozem, czy kilkoma treningami. Całość często kończy się kontuzją i zamiast dobrym wynikiem na mistrzostwach i startem w kadrze narodowej - kontuzją.

Każdy start zawodnika i każdy sprawdzian (bo start na zawodach, poza mistrzostwami, jest rzecz jasna sprawdzianem z udziałem innych zawodników), powinien być uzgodniony i skonsultowany z trenerem zawodnika i samym sportowcem. Nie może mieć miejsca sytuacja, gdy zawodnik wraz z trenerem, wyrzucani zostają na margines, kosztem startu czy bodźca treningowego, który trener kadry uważa za słuszny, a tak naprawdę mija się z wizją szkoleniowca klubowego.

Trenerzy kadry nie powinni być odpowiedzialni za szkolenie motoryczne młodych zawodników, a jedynie dokształcanie ich w dziedzinie techniki czy sprawności ogólnej. Każdy mocniejszy akcent szybkościowy czy siłowy może doprowadzić do kontuzji albo zaburzenia rytmu treningowego, który trener prowadzący ustala jeszcze przed sezonem. Rzadko zdarza się, że treningi kadrowe mają powiązanie z tymi jakie obecnie wykonywane są na miejscowym terenie. Dlaczego dobro zawodnika i start indywidualny często wiąże się ze startem w sztafetach, a ilość startów zamiast do 2-3, rośnie nawet do 5, a w przypadku reprezentacji kraju w różnych grupach wiekowych do 8-12? Trener kadry powinien pilnować myśli szkoleniowej trenera klubowego na obozach, które powinny być miejscem spokojnym, lepszym technicznie niż osiedlowa mączka i bazą medyczną w przypadku nagłych problemów ze zdrowiem. Obecnie jest to miejsce konfliktów i kłótni.

W jaki sposób utrzymać wysoką formę zaburzając rytm szkoleniowy, poprzez narzucanie własnej, często prehistorycznej wizji treningowej, która miała odzwierciedlenie 5-10 lat temu, a obecnie jest mało efektywna czy wręcz słaba. Dlaczego zaburza się współpracę na linii trener klubowy-trener kadrowy i zawodnik? Kto stoi na czele tej struktury i kto powinien sprawować piecze nad rozwojem zawodników. To oni tworzą ten Związek i to dzięki nim on może funkcjonować. Zarzucanie zawodnika czy trenera hasłami iż nie wywiązał się z obowiązków, ze względu na postąpienie (często słusznie) wbrew woli trenera kadry, podchodzi pod hasło zwane hipokryzją, gdyż zamiast pomagać zawodnikom, robi się wbrew im, często w obawie o posadę i wakacje zagranicą wraz z kadrą narodową danej grupy wiekowej.

Zamiast podbierać czy podkupywać zawodników, powinno się im pomagać i przestać myśleć o tym co dobre. Obecnie większe znaczenie ma związkowy stołek niż dobro zawodnika, strach przed zmianą i kimś lepszym na danym stanowisku. Całość prowadzi do braku zmian i często blokowania rozwoju w danym bloku konkurencji. Zamiast gonić Europę i świat stoimy w miejscu, tak samo jak rozwój i samodoskonalenie kadry zawodniczej i trenerskiej, dzięki osobom, które nie pozwalają na zmiany.

Lekkoatletyka to sport indywidualny, zawsze nim był i będzie, dlatego też nie tylko w aspekcie startowym ale i treningowym powinien być uważany za nadrzędny. Indywidualny, niepowtarzalny, wyjątkowy. Każdy zawodnik inaczej reaguje na bodźce wyrobione na początku kariery, każdy inaczej reaguje na intensywność treningu. Zły wpływ, złe bodźce, kontuzje i inne mają odwrotny skutek niż ten zamierzony. Bierność działów szkolenia i osób sprawujących nad nimi piecze doprowadzają do łamania się jedności tej instytucji, która tworzą przede wszystkim kluby i ich członkowie, a Związek (dokładnie niewłaściwie ulokowany w nim kapitał ludzki) zamiast reprezentować ich na zewnątrz i dawać szanse rozwoju, wszystko niszczy.

Czasem lepiej popełnić falstart czy dwa, uczyć się na błędach i wprowadzanych zmianach, niż zawsze wychodzić z bloku z reakcją 0.350 dla pewności i stałego wyniku, bez osiągania sukcesu, poza czołową trójką.

Prawda?

Patryk Jasiński

Powiązane artykuły

do góry