Gdy coś się kończy, a coś zaczyna

Gdy coś się kończy, a coś zaczyna

Przygoda ze sportem trwa od zawsze, bo od 1 klasy szkoły podstawowej. Zaczynałem jak każdy chłopak od piłki nożnej, jednak po 6 latach kopania kolegów po nogach przyszedł czas na zmiany. Gdybym grał do dzisiaj w piłkę, może udałoby mi się godzić życie prywatne ze sportem, a przy okazji mieć z tego jakiś grosz. Wyszło inaczej, na pewno tego nie żałuję.

Mistrzem świata i osoba z warunkami do sportu się nie urodziłem, zawsze byłem tym przeciętnym z dobrą średnią, dlatego też jakoś tak wyszło, że trafiłem do klasy lekkoatletycznej, pierwszej w tym czasie w mieście. Zaczynałem od wszystkiego, a w szczególności od tego, czego nikt nie trenował. Zawsze te kilka punktów w klasyfikacji wpadło i jakoś to było. Przyszedł kiedyś czas na 110 metrów przez płotki, konkurencję, która tłukłem bite 6 lat, tak samo bite jak setki, a nawet tysiące płotków jakie pokonałem i jakie często kończyły na kolanie czy też kostce.

Setki poznanych zawodników, trenerów, działaczy i ludzi powiązanych ze sportem, setki tysięcy metrów czy setki kilometrów na stadionach mączkowych czy tartanowych, setki kilometrów w biegu poza stadionami, dziesiątki obozów, tysiące treningów, setki startów… liczby, wszędzie i bez ustanku liczby. To te liczby nie pozwalają trenować, bo to na nich opiera się ten świat. Lekkoatletyka nie przynosi pieniędzy ani sławy, nie przynosi nic namacalnego.

Lekkoatletyka kształtuje charakter, mięśnie, wolę walki i inne pozytywne cechy jakich nigdzie indziej się nie znajdzie. To ten sport, jako jeden z niewielu przygotowuje do życia, jednak uzależnia i ciężko, czasem wbrew rozsądkowi i zasadom z nim skończyć. Lekkoatletyka to nie sport...

W ostatnich latach poznawałem rekordzistów Polski, mistrzów kraju, mistrzów Europy, reprezentantów na Igrzyska Olimpijskie i wielu, wielu innych. To Ci najlepsi nadal w tym trwają, bo mogą i mają szansę żyć z czegoś co jest ich pasją. Nie ma nic lepszego na tym świecie niż praca w temacie który się kocha i który przynosi zyski.

W Polsce nie jest łatwo ani zawodnikom, ani klubom, ani też związkom. Należy jednak doceniać pracę tych osób, na tych najniższych szczeblach, bo to one, mimo ciągłego posuwania się pod górkę wyszukują zawodników do tego sportu i trwają w tym z sezonu na sezon. Trwają w lekkoatletyce, już nie jako zawodnicy, a ludzie, bez których ten sport by nie istniał.

W sporcie tym brakuje jednak jednej istotnej rzeczy - pomocy przeciętniakom ze strony najwyższego w tym szeregu ogniwa - Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Ten zamiast skupiać się na dziesiątkach oficjeli i ich wyposażeniu na zawody, czy organizacji obozów daleko poza granicami kraju za kosmiczne pieniądze, powinien skupić się na szukaniu talentów i szlifowaniu przeciętnych zawodników, którzy uporem i ciężkimi treningami potrafią być lepsi niż największe talenty.

Lekkoatletyka to najpiękniejszy okres jaki już za mną, za mną, bo nadszedł czas wejścia w coś co się nazywa pracą, obowiązkami albo prościej pisząc – życiem. Na szczęście wiem, że jestem do niego dobrze przygotowany – pomogła mi w tym lekkoatletyka. Podawać się nie można, a wręcz nie wypada. Jeśli nie jako zawodnik, lekkoatletykę możesz tworzyć w inny sposób.

pgjj

do góry