Historyczne wyniki, historyczna bieda

Historyczne wyniki, historyczna bieda

Lekkoatletyka to dla nas królowa sportu. My fani, pasjonaci i zawodnicy stawiamy ją na pierwszym miejscu. Blisko tygodniowy dorobek 12 medali na mistrzostwach Europy jest czymś fantastycznym, tym bardziej na warunki, jakie dotykają samych startujących.

Żałosne, niskie i jednoroczne stypendia czy dofinansowania są w naszym kraju powszechne. Nasi mistrzowie Europy w lekkoatletycznych konkurencjach od zawsze byli niedostrzegani, teraz przy okazji sukcesów zrobiło się ciut głośniej, jednak tuż po mistrzostwach całość znowu ucichnie, a premier i resort sportu zamiast zastanowić się nad wsparciem sportowców, podniesie ceny pali i cukru, tak żeby któryś z naszych ministrów mógł polecieć helikopterem ze stolicy do Gdańska.

Stypendia w granicy 1000 złotych czy jednorazowe "zapomogi" dla najlepszych w Europie lekkoatletów z kraju nad Wisłą są czymś powszechnym. Jednoroczne finansowanie sukcesów, a w przypadku kontuzji pozostawienie ich na garnuszku klubu czy rodziców są niespodziewane.

Brązowa medalistka mistrzostw z biegu na 800 metrów, młoda zawodniczka AZS AWF Warszawa jest jedną z wielu setek, jak nie tysięcy lekkoatletów, którzy mając jedynie opłacony akademik, myślą jak przeżyć kolejny miesiąc za kilkaset złotych miesięcznie. Zastanawiają się jak pogodzić uczelnie z treningami i pracą, tak żeby pozwolić sobie na jogurt i bułkę, a nie wybrać tylko jeden z produktów. Żałosne wsparcie, a teraz pewnie okrojenie funduszy na lekką (bo zdobywamy aż 12 medali bez warunków do trenowania, to może być lepiej, za mniejszą kasę), mówią same za siebie jak w tym kraju się dba o sportowców i talenty, którzy z roku na rok kończą przygodę ze sportem, żeby dorobić, na sezon czy dwa, a w ostateczności nie wracają do sportu.

Wysokie pensje leśnych dziadków z senatu, sejmu i poszczególnych jego resortów, a także (za) wysokie pensje poszczególnych prezesów i ich zastępców za REPREZENTOWANIE całości są przykrą sprawą. To nie prezes czy minister przygotowuje zawodnika, on jedynie stara się go reprezentować czy pięknie mówić o jego sukcesach. Ojcem sukcesu są trenerzy i sami zawodnicy, którzy coraz częściej wybierają także zmianę obywatelstwa i uciekają do kraju, gdzie sport jest czymś, czy u nas był 40-50 lat temu, za czasów gdy Wunderteam był na ustach wszystkich i co tydzień, a nie jak obecnie raz na rok, podczas dużej imprezy, ale to też nie koniecznie...

Jak żyć, jak trenować i przede wszystkim jak reprezentować ten kraj i w sumie za co... Tam gdzie kończy się pasja i chęci tam kończą się wyniki, bo pieniędzy jak nie było tak nie ma. Wszyscy potrzebujemy zmian, zacznijmy jednak od siebie i promocji tego sportu. Bądźmy aktywni, nie tylko podczas mistrzostw!

Powiązane artykuły

Mistrzostwa

Publikacje

Aktualności

Zawody

Sylwetki

do góry