emo Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Dla mnie nie był to łatwy maraton, w marcu przebiegłem 97 km w kwietniu przed maratonem, 130 km, czyli raptem 200 km jako przygotowanie do maratonu na 3:30 :). ano tak to jest z kontuzjami.
2011 Średnie HR to 164 maks 178 od 30km 170HR
2017 160/174 od 38km 171 widać różnicę :).
2016 160/175 od 41km 170 widać różnicę.
Walka była ale dałem radę, wiatr w twarz i słonko nie pomagało.
Wkurzał mnie tylko czas, startowaliśmy dokładnie 2 minuty później ale nijak to nie było widać w wynikach (potem była korekta, pierwszy netto czas to 3.31...) jak i na trasie na zegarach), ale końcowo 20 sekund przed czasem. Fajnie bo od 39 km kazaliśmy się grupie zebrać do przodu i pobiegli, Ci co z nami zostali. Pamiętam jak pierwszy raz słonko zagrzało (24km) to po 1 km mieliśmy połowę grupy. 30 km złomotał kolejnych. Ano 30 km każdy może pobiec. No i podbieg pod wiadukt i wiatr, na 37 km (5:10 podbiegaliśmy gasneli w oczach). Ci co zostali wiadomo było, iż zawalczą do końca, w tym dwie dziewczyny!!!
Słowem było trudno! Czy za rok? Jasne!     
     

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

BULEE wrote:
Faktycznie, druga część ciut trudniejsza, ze względu na słońce, ale bez problemów doprowadziłem grupę na czas końcowy 4:15, pięć sekund przed czasem. Ogółem - jak dla mnie - było lekko, łatwo i przyjemnie :ok:.
Powoli tworzy się dłuższa relacja, cierpliwości ;)
Oto obiecana relacja:
www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzia...action=44&code=45491

Miłego czytania! :ok:
Za wiadomość dziękuje Flash, Piotr_S
2007-2017: 28043km

5km [6.09.08] 0:20:12
10km [6.09.08] 0:40:58
21,1km [16.03.08] 1:38:07 (debiut)
42,2km [19.04.09] 3:29:52

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Chciałbym się pochwalić którymś z weekendowych wyników, ale...
10 km w Krakowie 35:24, już ze 3 razy biegałem szybciej, że o Gdyni gdzie pobiegłem poniżej 35 nie wspomnę. Teoretycznie za mocny początek,  atak na 34 minuty, ale w gruncie rzeczy to po pierwszym kilometrze to tylko ja wyprzedałem, także na ostatnich kilometrach, więc nawet jeśli zwolniłem to nieznacznie, zwyczajnie było trochę więcej niż 10 km, bo czas z najszybszych 10 km wyszedł mi taki, jaki miałem w Gdyni, czyli 34:51 (tam było 200 metrów mniej niż w Krakowie). Trochę na tempo wpłynęła niedoskonała nawierzchnia słabo widoczna i nic nie doświetlona, no w końcu bieg nocny (start o 21:30), ale w mieście miałem nadzieję, na lepszą widoczność...
OWM, 2:57:14, no ale rok temu w Gdańsku miałem 2:54, jedyne pocieszenie, że poprawiłem swój najlepszy wynik uzyskany w Warszawie, po drodze podskakiwałem przed fotografami, przybijałem piątki i straciłem 40 sekund w toalecie na 26 km oraz pewnie kilka innych sekund przez to, że zwlekałem z wizytą w toitoiu... więc pozytywnie, mimo braku życiówki :)
Za wiadomość dziękuje Piotr_S
nikt nie jest doskonały... także ja

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Bieg Kobiet w Gdyni 22 kwietnia 2018

To był mój pierwszy start po kontuzji. W zasadzie wszystko wisiało na włosku, bo noga niby dobrze ale nie do końca. Niestety w 1 miejscu  mój staw skokowy ciągle goi się. Wróciłam do biegania dokładnie 6 tygodni przed startem. Na początku musiałam zapomnieć o szybkości, z czasem powoli do niej wracałam.  Ale to jeszcze nie to ...

Oczekiwania miałam spore wobec organizatorów- 2 lata temu było wspaniała atmosfera, fajnie podzielone strefy na starcie, tłumy kibiców, całe rodziny, dzieciaki przybijające piątki ... I pogoda ... 

W sobotę, dzień przed imprezą, już się cieszyłam z pakietu startowego: smaczne przekąski, niespodzianka -shaker (akurat pilnie mi potrzeby!) i koszulka na którą tak czekałam. Okazała się jeszcze fajniejsza niż na zdjęciu.

W całej Polsce biegi zaczynają się o godzinie 12, a w Gdyni w tym roku o 11- znaczy coś się szykuje...  Na miejscu pierwsza niespodzianka (miła)- coś nie poszło z organizacją zająców (mieli być panowie z Biegaj z Głową) i zrobiono łapankę, na którą załapał się nasz Bulee ! Nasz kolega miał poważne zadanie poprowadzenia grupy na 25 min. Potem posypały się kolejne niespodzianki (już nie takie miłe)- koś ustawił dla 1500 kobiet 10 lub mniej Toi Toi. Doszło zwiedzanie okolicznych zarośli, bo stanęłyśmy przed wyborem albo rozgrzewka albo wizyta w toalecie ... Tym razem nie było namiotu - przebieralni (2 lata wcześniej był). Po co komu przy pięknej pogodzie przebieralnia- o tym na końcu. Prognoza pogody też była nie trafiona- miało być 10 stopni a było znacznie cieplej, akurat mnie to nie przeszkadzało bo byłam również przygotowana na "ciepły" wariant.

Zrobiło się gwarnie i kolorowo- w sumie o to chodzi ! Stajemy na starcie- okazuje się że biegniemy w kierunku odwrotnym niż przez wszystkie poprzednie 3 lata. Uczestniczki z trudem przyjmują to do wiadomości, pierwsze 3 rzędy na starcie są wymieszane ze zwolenniczkami wizyty w Toi Toi, którym nie chce się pchać na koniec przez ponad 1000 innych uczestniczek. Ja już wiem że moje punkty kontrolne poszły w łeb (były wybrane według starej trasy). Nie podzielono nas na strefy startowe, niestety. 2 lata wcześniej było głośno powiedziane- pierwsza strefa dla tych co się chcą ścigać, kto nie chce, staje w następnej i dalszych.
Mogłam biec z Bulee'm ale ostatecznie zdecydowałam się wystartować z 3-4 linii. Wystartowaliśmy... po krótkim czasie wiedziałam że ten bieg nie będzie taki jakbym sobie tego życzyła. Start na samym początku miał zasadniczy plus- mogłam liczyć na luksus przestrzeni, której moim znajomym biegnącym za mną zabrakło. Po okrążeniu pierwszym z 2 wiedziałam że wszystko poszło "w łeb", trasa została wydłużona (w poprzednich latach było to tylko 4 700 m, co skutkowało kosmicznymi wynikami- w tę lepszą stroną). Ostatecznie dobiegłam na metę z czasem powyżej 25 min (25.07) z czego nie byłam szczęśliwa. Dzień później podczas wizyty u fizjo okazało się, że instynktownie biegłam głównie na prawej nodze osłaniając lewy staw skokowy. Skutek- mocno spięta prawa strona od biodra do stawu skokowego. Za to lewy  staw ani nie zabolał ani nie spuchł. Chociaż tyle dobrego ...
Na mecie dostałam piękny medal- nie spodziewałam się, bo dotychczas mieli badziewiaste ... 
Ostatecznie zajęłam 62 miejsce na 1330 sklasyfikowanych, czas gorszy o 2 minuty od tego sprzed 2 lat, ale pozycja lepsza (poprzednio byłam 86 na niecałe 1000 uczestniczek). Jedni są zachwyceni, ja trochę mniej  ... mam świadomość że z tym stawem skokowym to jednak na życiówkę nie miałam szans ...

Na mecie pierwsza zameldowała się faworytka- Małgosia Tuwalska, za nią Ela. ich czasy również nie powaliły z nóg, Gosia 19,45 a Ela ponad 20 min. Miałam przyjemność widzieć jak wbiegały na metę (uroki bycia w czołówce). I wtedy mnie krew zalała z wściekłości. Nie jestem znajomą bliźniaczek, ale jest to dla mnie niedopuszczalne: na mecie konferansjer przywitał Gosię "MOOORDEEECZKOOO !!!! Jesteś !!!". Gosia jest mocno dorosłą kobietą, rok młodszą ode mnie. Sama wbiegając na metę najpierw przybiłam piątkę a potem pozdrowiłam gościa "rzymskim pozdrowieniem" z palcem środkowym w górze.

Z fajnych rzeczy- dekorowano kategorie wiekowe i babeczki kat. 50-59 wyglądały na góra na 30 lat, 1 zdecydowanie na 20 w słonecznych okularach, w długich warkoczykach, z szerokim uśmiechem i fantastyczną figurą. Dziewczyny- wszystko przed nami !!!

Impreza miała na celu profilaktykę nowotworu piersi u kobiet. Z przerażeniem usłyszałam, że pomimo rozwoju profilaktyki to liczba zachorowań w Polsce ciągle wzrasta ... Też skorzystałam z dostępności badania ... było warto ... profilaktyka najważniejsza ! Wydawało mi się robię wszystko co trzeba (okresowe badania itd.) Tylko wydawało mi się ...

No i jeszcze finał- po co namiot do przebierania? W Gdyni zawsze wieje. Tego dnia wiatr nas nie oszczędzał, był dosyć silny. Przebierałam się na tyłach namiotów imprezowych. Przedtem wypiłam schłodzoną wodę gazowaną którą przygotowali organizatorzy. Dzisiaj jest 1 dzień maja, pierwszy dzień w którym nie cieknie mi katar z zatok a gardo nie boli... Ale jeszcze biorę leki. 
Za wiadomość dziękuje markkrzy, Piotr_S

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Co prawda w prawie laboratoryjnych (no był wiatr, słońce i dublowanie) warunkach, ale udało się przebiec 10 km w 32 minuty, w sumie nieco więcej (bo m.in. dublowanie) więc 33 minuty po pętli (10x1km) dookoła stadionu PGE Arena, czy jak mu tam, bursztynka ;) bez atestu i takie tam, byc może nie do powtórzenia, ale wspomnienia zostają :)
Za wiadomość dziękuje Piotr_S
nikt nie jest doskonały... także ja

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

W minioną sobotę (12.05.) zadebiutowałem w Ćwierćmaratonie SILGAN w Tczewie (teraz mam dużo bliżej do Tczewa niż do Gdańska)..;).
,,Ćwiartka" liczyła sobie 10540 m, a część tego dystansu, ta w mieście, po niezłej, szerokiej, asfaltowej nawierzchni; reszta, tak no oko połowa, po drogach gruntowych - leśnych, polnych, szutrowych.
Fajna, urozmaicona trasa, kilka podbiegów, nie bardzo stromych ale .....wchodziły gdzie trzeba.
Biuro zawodów, start i meta na terenie Zakładu Opakowań Blaszanych w Tczewie - nowoczesny, spory obiekt i duży parking, udostępniony dla startujących, co ważne bo nie było kłopotu z zaparkowaniem w pobliżu biura i startu.:)
Spotkałem kilku znajomych, wśród nich Antoniego z ,,biegający Tczew", który jako jeden z trzech maratończyków ma ukończone wszystkie, 23 Maratony Solidarności !!!!:ok:. Oprócz niego wyczynu tego dokonali jeszcze Janek z Nowego Portu i Krzysiu z Gorzowa Wlkp.
Co do biegu - nieznana trasa, a więc myślę - poniżej godzinki i będzie nieźle...było 58 minut i 13 sekund..;), VII m-ce w kat. wiekowej....
Dobra końcówka bo ok. 1,5 km z górki, po dobrej, równej nawierzchni !!:cheer:
Ładna koszulka, fajny medal i smaczna grochóweczka na mecie, banany, izo !! Czyli same pozytywy !!

Aha, a Madzia ,,sportevo" (dawniej biegała z GT) w wyścigu kolarskim Lidzbark Warmiński 13.05. na dyst. 120 km zajęła IV m-ce open i II-gie w kat. wiekowej K-30 !
Wielkie brawa i gratulacje !!!:ok:

Pozdrowionka i piszcie co u Was !! 
bo niejaki Wayne Rooney ponoć napisał więcej książek niż przeczytał.......happy-smiley

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

W takim małym skrócie, najważniejsze starty ostatniego miesiąca:
15 kwietnia - 32:59 w biegu na 10 km w Krakowie, ale baaadzo dużo do tych 10 km brakowało, tempo raczej 35 minut, na asfalcie pewnie pobiegłbym szybciej, ale tamta trasa była bardzo nierówna, terenowa, aczkolwiek płaska z jednym króciutkim bardzo pionowym podbiegiem (i to jeszcze był grząski piasek), miejsce 2 open na ponad 400 osób
21 kwietnia - 35:14 albo jakoś tak, nocny bieg w Krakowie, atestowane 10 km, słabiutki czas właśnie przez to, że pociemku... no jednak przywykłem do biegania za dnia, więc organizm jakoś tak trudno było nastawić na szybkie bieganie, że o problemy z rozgrzewka na zatłoczonym rynku nie wspomnę, miejsce 11 open na ponad 3000
22 kwietnia - 2:57, Orlen Warsaw Marathon, 161 na ponad 4000
28 kwietnia - 1:19 w I Półmaraton Kartuski, w oficjalnych wynikach jest 1:20, ale to błąd firmy obsługującej imprezę, 6 na prawie 400
2 maja - 33:06 na 10 km, 10 okrążeń dookoła stadionu w Charytatywnym Biegu dla Arturka, od drugiego okrążenia zaczęło sie dublowanie, więc nie było mowy o biegu najkrótszą możliwą trasą, więc wyszło nawet więcej niż 10 km, jednak brak nawrotek i ostrych zakrętów robi swoje, nawet jeśli z nieba wali słońcem... zwycięstwo :D
5 maja - 34:35 w I Biegu Krynicy Morskiej na 10 km, nawierzchnia szutrowa, trasa prosta, jedna nawrotka, pełne 10 km, zwycięstwo :D
13 maja - 1:29 w Biegu Sasinów, czyli półmaratonie co ma sporo ponad 22 km, na bardzo trudnej terenowej trasie i piekącym słońcu, 2 open
19 maja - 16:26 podczas sztafety 5x5km Biegu Firmowego we Wrocławiu, indywidualnie 11 czas na około 6000 osób ze wszystkich drużyn, kolega zesztafety wygrał rywalizację indywidualną, ale jako drużyna zajęliśmy 2 miejsce
20 maja - 35:02 w Skarszewach, chyba atestowane 10 km, trudna trasa i wysoka temperatura, 7 open na 170
Za wiadomość dziękuje Piotr_S
nikt nie jest doskonały... także ja

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Hej !!
Piszcie o Biegu do Źródeł !!
Grupa Trojmiasto - same sukcesy !!
Flash trzeci!! Agnieszka trzecia w kat. !!
Ja-.......dobiegłem - też sukces !!
Olga !! Natalia !!
Poza tym sporo znajomych: Daria, Rafał, Artur.

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Krótka relacja z Maratonu Babia Góra.
Dystans 47 km, przewyższenia +2700, limit 10h.
Motywacją do startu (tradycyjnie biegłem z Jackiem) była chęć przygotowania do następnych startów (najbliższy to Super Trail 130).
Miało być w miarę krótko, ale z łomotem. I było:)
Było fajnie, chociaż niełatwo. Ciepło.
Trasa zaczyna się podejściem pod Babią Górę 8km/+1000 m, limit 2h. Nam ten odcinek zajął 1:59 i byliśmy jedni z ostatnich, albo nawet ostatni. 
Widoki piękne:-)
Potem biegiem w dół, na szczycie nawet się nie zatrzymaliśmy. Zejście też prawie 1000 m.
Trasa czasami wiodła prosto przez las, a czasami przez strumień (słynne zejście 450 m w strumieniu).  Potem burza, która musieliśmy przeczekać w tzw. bezpiecznym miejscu - Jacek:"żeby następna edycja nie była naszego imienia" :):):).
W nagrodę spotkaliśmy salamandrę plamistą, która przecięła ścieżkę tuż przed nami.
Rzęsisty deszcz mocno nas schłodził, więc na Małą Babią weszliśmy w tempie niemal ekspresowym.
Presja czasu ciągle nad nami ciążyła, więc nigdzie się nie zatrzymywaliśmy na długo - suma postojów najwyżej 30 min. + około 15 min. w czasie burzy.
Na zbiegach znowu zrobiło się nam ciepło.
Został jeszcze podejście pod Markowe Szczawiny, na które weszliśmy już po 9. Godzinie biegu. Do mety zostało jeszcze 6 km. I znowu pędem w dół. Biegliśmy co się dało, uważając jedynie żeby nie popełnić żadnych błędów. Zaliczyłem wprawdzie 3 gleby, ale bez żadnych urazów.
Na mecie byliśmy w czasie 9:56, 4 min. przed limitem! Mistrzowie strategii:-)
Minutę po nas dotarł kolejny zawodnik, a trochę później jeszcze dwóch po limicie.
Ogólnie dotarliśmy w dobrej kondycji i mega zadowoleni, bo zrealizowaliśmy wszystkie założenia tego startu, popełniliśmy tylko kilka mało istotnych błędów, zrobiliśmy rekord trasy (biegliśmy pierwszy raz  - ja w ogóle, a Jacek na tej trasie - więc po dotarciu na metę życiówka była gwarantowana:).
Piękna przyroda, udany start, czego chcieć więcej…
Może tylko wrócić za rok?
W drodze powrotnej w pociągu z Warszawy spotkałem Flasha - świat jest mały. Przegadaliśmy prawie całą drogę...
Za wiadomość dziękuje Flash, Piotr_S
biegam, bo lubię
Z bieganiem jest jak z oddychaniem - jak raz zaczniesz, to trudno przestać.
2. PZU Gdańsk Maraton 3:27:41
Rzeźnik 2010 15:19
Sudecka Setka 2011 13:55:56
Bieg 7 Dolin 2013 15:42:20
ŁUT 2016 - 34:29:29,6

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

V Bieg do źródeł

Jak nie ma chętnych do opisu, to ja się wysilę. Dzień zacząłsię pogodnie, więc tradycji było zadość i punktualnie o 12 na starcie, wraz z organizatorami, przywitała nas „patelnia”. Dlaczego ktoś się decyduje na udział w tej „smażalni fląder”? Dla jednych fajnie, bo płasko, nie ma podbiegów. Dla drugich, w tym mnie, jedna z najlepiej zorganizowanych imprez. Co to oznacza? Użyteczne i ładne gadżety w pakiecie startowym, koszulka techniczna (ta sprzed
2 lat to moja ulubiona, pamiątka po pierwszej „dyszce”) tym razem rozczarowała- faceci pewnie nie będą narzekać, ale dla mnie damska ma zbyt mało damski krój .
MarKrzy zajął strategiczny plac na trawie między depozytem a przebieralnią damską i śmietnikiem. Super miejsce- spotyka się praktycznie wszystkich znajomych :D Były więc powitania przed startem, rozmowy …
Sanitariaty- wzór dla innych biegów, woda w kranie, mydło, ręczniki, toi toi-e z papierem i bez
kolejki, przed i po biegu. Był czas na rozgrzewkę i dalsze powitania ze znajomymi (to ta najfajniejsza część przed startem J ). Tak więc potruchtałam w towarzystwie MarKrzy i Natalii, gawędziliśmy … w końcu Nata mówi - A wiecie że Dominika Stelmach ma tutaj biec z nami ? Widzieliście ją?  (obydwie z Natalą kibicujemy tej pani) Odpowiedziałam – Tak, przed chwilą nas minęła. Wtrącił Mar – Ta blond sprężynka? Tak- potwierdziłam. Rzeczywiście w pewnym momencie minęła nas strzała z blond czupryną.
Na starcie stałam tuż obok wice PMG- dwa lata temu też spotkaliśmy się na tym biegu, on wystrzelił jak z procy, wtedy minęłam go między 5 a 6 km, kiedy miał kryzys i szedł. Tym razem nie wiedziałam jak będzie. Na pierwszym kilometrze noga dała o sobie znać, w tygodniu robiłam intensywne biegi, postanowiłam odpuścić. Pobiegłam na niższym niż zwykle tętnie. Był luz, mogłam rozglądać się dookoła, mignęli mi Flash, AgaT, na którymś zakręcie Dominika Stelmach. Wice PMG wyprzedziłam na dobre i do końca w okolicy 6. kilometra. Przy wodopoju dogonił mnie Mar, ale został stułu, drugą część pobiegłam mocniej.  Bieg ukończyłam z czasem 53.04 ale sędziowie odjęli mi 3 sekundy. Na mecie gościu przeciął mi drogę witając się z konferansjerem, byłam zdeterminowana stratować ich- nie było jak się minąć.  Po biegu jeszcze pogawędka z Piotrem P., oczywiście przy sanitariatach:D. Bieg okazał się dla mnie przełomowy- noga przestała się spinać i mogę już prawie wszystko J,przestała boleć w ogóle ( po crossie oliwskim niestety poczułam ból, choć też nie pobiegłam na 100%). Piotr P pochwalił się I miejscem w kategorii wiekowej, chwilę później wywiesili wyniki i okazało się, że AgaT ku swojemu zaskoczeniu zajęła III miejsce w kategorii. Wśród pań wygrała faworytka- Dominka Stelmach. Na III miejscu w open uplasował się Flash.

Nie bardzo rozumiem czemu miała służyć następująca rzecz- po biegu okazało się, że depozyt przeniesiono namiot obok likwidując tym samym przebieralnię damską. Rozżalone panie interweniowały i chyba wyganiały panów z przebieralni męskiej. Taki mały zgrzyt o niezrozumiałym podłożu...

That’s  all Folks !!!
Za wiadomość dziękuje Piotr_S

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Hej !!!:)
Kto wczoraj kibicował triatlonistom i zerknął później na wyniki, to wie, że wśród zawodników było kilkoro wywodzących się z Grupy Trójmiasto !!:)
Skromność to wielce szlachetna cecha ale nasi byli członkowie mogliby się tym startem pochwalić bo jest czym!!
I tak, m.in. startowali: Andzia (Ania B.); k-surf (Krzysiu S.); amd (Artur D.); Stefal 73 (Leszek S.) i pewnie jeszcze paru.
Chociaż byłem uzbrojony w dobrą lornetkę, to i tak kibicując na trasie kolarskiej nie mogłem wyłapać swoich faworytów.:angry:
Podobne, kolorowe stroje, sylwetka rowerzysty pochylona wiec numer niewidoczny, a na kasku mikroskopijny.....
Podbiegliśmy z Olgą na Sucharskiego i zająwszy najlepsze strategicznie do kibicowania miejsce, nie oszczędzaliśmy gardeł i dłoni !!
,,Mój zawodnik" - Marcin D. zajął doskonałe 31 mce w open !!!:ok:, reszta też pięknie: Dawid 304, Ola 404 !!
Sporo uczestników kojarzę z wyścigów pływackich wokół sopockiego mola - Jarek ( I mce w kat.M-50 !!), Zdzisiu, Piotrek, Rafał....
Ha !!! Dobrzy pływacy pewnie byli mocno wkurzeni, że nie było pływania tylko 5 km biegu zamiast...a słabsi pływacy lecz dobrze biegający pewnie zacierali ręce bo zrobił się z triatlonu duatlon....;)
W nagrodę za ambitne kibicowanie, nieco później już, wypiłem piwko, w miłym towarzystwie......:piwo:
Aha, ruszył cykl biegów ,,Gdańskie Biegi Leśne" i pech Olgi sprawił, że ,,uciekło" jej 3-cie mce w kategorii !!!
Ale o tym biegu, prosimy, niech sama napisze !!
Może skusimy się na następny, trzeci już bieg ??   Data - 11.08. - a więc ....urlopowa??
Piszcie, kto za !!;)

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Gdańskie Biegi Leśne- Edycja II

14 lipca odbył się II Etap Gdańskich Biegów Leśnych organizowanych przez klub HARPAGAN. Z uwagi na miejsce akcji – okolice mojego ogólniaka, z przyczyn sentymentlnych postanowiłam wziąć udział. To miała być ( i była ) taka sentymentalna podróż do przeszłości- ścieżki po których biegałyśmy na WF-ie, polanki na których odbywały się ogniska klasowe, boisko na którym raz w życiu grałam w piłkę nożną- było więcej śmiechu niż gry, ścieżka po której biegłam przez las do szkoły bo sprawdzian z fizyki przełożono nam na sobotę a mnie uciekł autobus, miejsca gdzie z koleżanką chodziłyśmy na długie spacery z psami.

Na miejsce startu przybyłam wcześnie. Miłym zaskoczeniem była organizacja- full profeska. Były 2 namioty jako szatnie damska i męska, za nimi czekało ognisko/grill. Zdziwiło mnie, ze w biurze zawodów nikt nie sprawdzał mi dowodu. Oddałam plecak do depozytu i rozgrzewałam się.  Polana przez lata uległa zmianom- boisko ogrodzono żeby piłka nie leciała daleko, pojawiły się place zabaw dla najmłodszych. Obiegałam to wszystko z przyjemnością. W końcu było hasło ustawienia do startu. Liczba uczestników wzrosła od pierwszego biegu w czerwcu (mnie wtedy nie pasował termin). Punktualnie wystartowaliśmy- prosto pod górę, dystans 5 km. Trasa okazała się mega wymagająca- WCHODZIŁAM POD GÓRĘ z tętnem 184! Jak zobaczyłam tabliczkę 2 km to witki mi opadły- liczyłam że to chociaż 3 km. Zaczęłam się modlić żeby w ogóle zmieścić się w limicie ! Zerknęłam na zegarek- biegłam dopiero od 17 minut a miałam wrażenie, że to cała wieczność. Co prawda niektórzy w tym czasie osiągają już metę na dystansie 5 km, ale to był
bieg Harpagana! Trasa była dobrze oznakowana i bardzo malownicza, choć skomplikowana. Nie mniej jednak deszcz pozostawił ślady- miejscami było ślisko, sama pojechałam w sposób kontrolowany na jednym ze zbiegów. Biegłam z babeczką w mojej kategorii, kombinowałam jak ją wyprzedzić. I to mnie zgubiło, bo poleciałam w dół za nią, lekceważąc znaki na drzewach. W połowie górki zorientowałam się, że chyba zboczyłyśmy ze szlaku i zaczęłam wracać pod górę. W tym czasie po właściej trasie przebiegła
grupka osób. Wróciłam na właściwy szklak, ale nie miałam już szans wyprzedzić nikogo. Do mety dotarłam z czasem 36min14 sek.
Czekała butelka wody mineralnej i jabłuszko. W plecaku miałam izotonik z pakietu startowego FUN GO (cena w internetach mnie
zaskoczyła- 12 zeta !), smakował wybornie po takich górkach. Okazało się, że zboczenie z trasy kosztowało mnie III miejsce w kategorii wiekowej, byłam 6, a w grupce przede mną wpadła na metę babeczka nr 5, babeczki nr 1 i 2 załapały się na podium w open, choć czasy bynajmniej nie zwalały z nóg. Więc ta 5- ta miała III miejsce w kategorii K 35-49. Trochę mi serce ścisnęło, ale trudno. Jak się nie wierzy własnej głowie a patrzy na innych to potem tak jest … Z podziwem patrzyłam na tych co mieli wystartować na 10 km czyli wykręcić 2 pętle na trasie ... Ze śmiesznych rzeczy- wpisano mnie w w kategorię wiekową K-20 na tablicy wyników i pomimo mojej interwencji taką listę powieszono w necie ...
Ten bieg miał być mocnym treningiem i tak wyszło. Plan został zrealizowany. W sierpniu też się wybieram :)
Za wiadomość dziękuje Piotr_S

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

City Trail on Tour 2018

W ostatni czwartek 19 lipca odbyła się doroczna edycja letnia City Trail. Było gorąco, frekwencja dopisała, uroczą 5 km trasę Trójmiejskiego Parku Narodowego ukończyło 266 osób, czyli o 37 osób więcej niż w roku ubiegłym. O sobie pisać nie będę, bo jak mawiają mądrzy ludzie "Głupota to też dar boży, tylko nie należy się nim chwalić".  Zmasakrowałam swój żołądek przed startem i tyle. Bieg zaliczony, medal ładny i ekologiczny, o czasie wspominać nie będę. Za to panowie nie zawiedli- Flash drugi w kategorii M-30, MarKrzy trzeci w M-60.
Załączniki:
Za wiadomość dziękuje Flash, Piotr_S, aga t

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Taaaak!!!
Jeszcze Irek S. wygrał M-40 z czasem 19:31 i też biegał w Grupie Trójmiasto (czwartkowe wybiegania GT z ul. Trawki), tak to chyba się wtedy nazywało.......

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Stronę wygenerowano w 0.241 sekundy.

do góry