emo Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Dla mnie nie był to łatwy maraton, w marcu przebiegłem 97 km w kwietniu przed maratonem, 130 km, czyli raptem 200 km jako przygotowanie do maratonu na 3:30 :). ano tak to jest z kontuzjami.
2011 Średnie HR to 164 maks 178 od 30km 170HR
2017 160/174 od 38km 171 widać różnicę :).
2016 160/175 od 41km 170 widać różnicę.
Walka była ale dałem radę, wiatr w twarz i słonko nie pomagało.
Wkurzał mnie tylko czas, startowaliśmy dokładnie 2 minuty później ale nijak to nie było widać w wynikach (potem była korekta, pierwszy netto czas to 3.31...) jak i na trasie na zegarach), ale końcowo 20 sekund przed czasem. Fajnie bo od 39 km kazaliśmy się grupie zebrać do przodu i pobiegli, Ci co z nami zostali. Pamiętam jak pierwszy raz słonko zagrzało (24km) to po 1 km mieliśmy połowę grupy. 30 km złomotał kolejnych. Ano 30 km każdy może pobiec. No i podbieg pod wiadukt i wiatr, na 37 km (5:10 podbiegaliśmy gasneli w oczach). Ci co zostali wiadomo było, iż zawalczą do końca, w tym dwie dziewczyny!!!
Słowem było trudno! Czy za rok? Jasne!     
     

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

BULEE wrote:
Faktycznie, druga część ciut trudniejsza, ze względu na słońce, ale bez problemów doprowadziłem grupę na czas końcowy 4:15, pięć sekund przed czasem. Ogółem - jak dla mnie - było lekko, łatwo i przyjemnie :ok:.
Powoli tworzy się dłuższa relacja, cierpliwości ;)
Oto obiecana relacja:
www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzia...action=44&code=45491

Miłego czytania! :ok:
Za wiadomość dziękuje Flash, Piotr_S
2007-2017: 28043km

5km [6.09.08] 0:20:12
10km [6.09.08] 0:40:58
21,1km [16.03.08] 1:38:07 (debiut)
42,2km [19.04.09] 3:29:52

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Chciałbym się pochwalić którymś z weekendowych wyników, ale...
10 km w Krakowie 35:24, już ze 3 razy biegałem szybciej, że o Gdyni gdzie pobiegłem poniżej 35 nie wspomnę. Teoretycznie za mocny początek,  atak na 34 minuty, ale w gruncie rzeczy to po pierwszym kilometrze to tylko ja wyprzedałem, także na ostatnich kilometrach, więc nawet jeśli zwolniłem to nieznacznie, zwyczajnie było trochę więcej niż 10 km, bo czas z najszybszych 10 km wyszedł mi taki, jaki miałem w Gdyni, czyli 34:51 (tam było 200 metrów mniej niż w Krakowie). Trochę na tempo wpłynęła niedoskonała nawierzchnia słabo widoczna i nic nie doświetlona, no w końcu bieg nocny (start o 21:30), ale w mieście miałem nadzieję, na lepszą widoczność...
OWM, 2:57:14, no ale rok temu w Gdańsku miałem 2:54, jedyne pocieszenie, że poprawiłem swój najlepszy wynik uzyskany w Warszawie, po drodze podskakiwałem przed fotografami, przybijałem piątki i straciłem 40 sekund w toalecie na 26 km oraz pewnie kilka innych sekund przez to, że zwlekałem z wizytą w toitoiu... więc pozytywnie, mimo braku życiówki :)
Za wiadomość dziękuje Piotr_S
nikt nie jest doskonały... także ja

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Bieg Kobiet w Gdyni 22 kwietnia 2018

To był mój pierwszy start po kontuzji. W zasadzie wszystko wisiało na włosku, bo noga niby dobrze ale nie do końca. Niestety w 1 miejscu  mój staw skokowy ciągle goi się. Wróciłam do biegania dokładnie 6 tygodni przed startem. Na początku musiałam zapomnieć o szybkości, z czasem powoli do niej wracałam.  Ale to jeszcze nie to ...

Oczekiwania miałam spore wobec organizatorów- 2 lata temu było wspaniała atmosfera, fajnie podzielone strefy na starcie, tłumy kibiców, całe rodziny, dzieciaki przybijające piątki ... I pogoda ... 

W sobotę, dzień przed imprezą, już się cieszyłam z pakietu startowego: smaczne przekąski, niespodzianka -shaker (akurat pilnie mi potrzeby!) i koszulka na którą tak czekałam. Okazała się jeszcze fajniejsza niż na zdjęciu.

W całej Polsce biegi zaczynają się o godzinie 12, a w Gdyni w tym roku o 11- znaczy coś się szykuje...  Na miejscu pierwsza niespodzianka (miła)- coś nie poszło z organizacją zająców (mieli być panowie z Biegaj z Głową) i zrobiono łapankę, na którą załapał się nasz Bulee ! Nasz kolega miał poważne zadanie poprowadzenia grupy na 25 min. Potem posypały się kolejne niespodzianki (już nie takie miłe)- koś ustawił dla 1500 kobiet 10 lub mniej Toi Toi. Doszło zwiedzanie okolicznych zarośli, bo stanęłyśmy przed wyborem albo rozgrzewka albo wizyta w toalecie ... Tym razem nie było namiotu - przebieralni (2 lata wcześniej był). Po co komu przy pięknej pogodzie przebieralnia- o tym na końcu. Prognoza pogody też była nie trafiona- miało być 10 stopni a było znacznie cieplej, akurat mnie to nie przeszkadzało bo byłam również przygotowana na "ciepły" wariant.

Zrobiło się gwarnie i kolorowo- w sumie o to chodzi ! Stajemy na starcie- okazuje się że biegniemy w kierunku odwrotnym niż przez wszystkie poprzednie 3 lata. Uczestniczki z trudem przyjmują to do wiadomości, pierwsze 3 rzędy na starcie są wymieszane ze zwolenniczkami wizyty w Toi Toi, którym nie chce się pchać na koniec przez ponad 1000 innych uczestniczek. Ja już wiem że moje punkty kontrolne poszły w łeb (były wybrane według starej trasy). Nie podzielono nas na strefy startowe, niestety. 2 lata wcześniej było głośno powiedziane- pierwsza strefa dla tych co się chcą ścigać, kto nie chce, staje w następnej i dalszych.
Mogłam biec z Bulee'm ale ostatecznie zdecydowałam się wystartować z 3-4 linii. Wystartowaliśmy... po krótkim czasie wiedziałam że ten bieg nie będzie taki jakbym sobie tego życzyła. Start na samym początku miał zasadniczy plus- mogłam liczyć na luksus przestrzeni, której moim znajomym biegnącym za mną zabrakło. Po okrążeniu pierwszym z 2 wiedziałam że wszystko poszło "w łeb", trasa została wydłużona (w poprzednich latach było to tylko 4 700 m, co skutkowało kosmicznymi wynikami- w tę lepszą stroną). Ostatecznie dobiegłam na metę z czasem powyżej 25 min (25.07) z czego nie byłam szczęśliwa. Dzień później podczas wizyty u fizjo okazało się, że instynktownie biegłam głównie na prawej nodze osłaniając lewy staw skokowy. Skutek- mocno spięta prawa strona od biodra do stawu skokowego. Za to lewy  staw ani nie zabolał ani nie spuchł. Chociaż tyle dobrego ...
Na mecie dostałam piękny medal- nie spodziewałam się, bo dotychczas mieli badziewiaste ... 
Ostatecznie zajęłam 62 miejsce na 1330 sklasyfikowanych, czas gorszy o 2 minuty od tego sprzed 2 lat, ale pozycja lepsza (poprzednio byłam 86 na niecałe 1000 uczestniczek). Jedni są zachwyceni, ja trochę mniej  ... mam świadomość że z tym stawem skokowym to jednak na życiówkę nie miałam szans ...

Na mecie pierwsza zameldowała się faworytka- Małgosia Tuwalska, za nią Ela. ich czasy również nie powaliły z nóg, Gosia 19,45 a Ela ponad 20 min. Miałam przyjemność widzieć jak wbiegały na metę (uroki bycia w czołówce). I wtedy mnie krew zalała z wściekłości. Nie jestem znajomą bliźniaczek, ale jest to dla mnie niedopuszczalne: na mecie konferansjer przywitał Gosię "MOOORDEEECZKOOO !!!! Jesteś !!!". Gosia jest mocno dorosłą kobietą, rok młodszą ode mnie. Sama wbiegając na metę najpierw przybiłam piątkę a potem pozdrowiłam gościa "rzymskim pozdrowieniem" z palcem środkowym w górze.

Z fajnych rzeczy- dekorowano kategorie wiekowe i babeczki kat. 50-59 wyglądały na góra na 30 lat, 1 zdecydowanie na 20 w słonecznych okularach, w długich warkoczykach, z szerokim uśmiechem i fantastyczną figurą. Dziewczyny- wszystko przed nami !!!

Impreza miała na celu profilaktykę nowotworu piersi u kobiet. Z przerażeniem usłyszałam, że pomimo rozwoju profilaktyki to liczba zachorowań w Polsce ciągle wzrasta ... Też skorzystałam z dostępności badania ... było warto ... profilaktyka najważniejsza ! Wydawało mi się robię wszystko co trzeba (okresowe badania itd.) Tylko wydawało mi się ...

No i jeszcze finał- po co namiot do przebierania? W Gdyni zawsze wieje. Tego dnia wiatr nas nie oszczędzał, był dosyć silny. Przebierałam się na tyłach namiotów imprezowych. Przedtem wypiłam schłodzoną wodę gazowaną którą przygotowali organizatorzy. Dzisiaj jest 1 dzień maja, pierwszy dzień w którym nie cieknie mi katar z zatok a gardo nie boli... Ale jeszcze biorę leki. 
Za wiadomość dziękuje markkrzy, Piotr_S

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Co prawda w prawie laboratoryjnych (no był wiatr, słońce i dublowanie) warunkach, ale udało się przebiec 10 km w 32 minuty, w sumie nieco więcej (bo m.in. dublowanie) więc 33 minuty po pętli (10x1km) dookoła stadionu PGE Arena, czy jak mu tam, bursztynka ;) bez atestu i takie tam, byc może nie do powtórzenia, ale wspomnienia zostają :)
Za wiadomość dziękuje Piotr_S
nikt nie jest doskonały... także ja

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

W minioną sobotę (12.05.) zadebiutowałem w Ćwierćmaratonie SILGAN w Tczewie (teraz mam dużo bliżej do Tczewa niż do Gdańska)..;).
,,Ćwiartka" liczyła sobie 10540 m, a część tego dystansu, ta w mieście, po niezłej, szerokiej, asfaltowej nawierzchni; reszta, tak no oko połowa, po drogach gruntowych - leśnych, polnych, szutrowych.
Fajna, urozmaicona trasa, kilka podbiegów, nie bardzo stromych ale .....wchodziły gdzie trzeba.
Biuro zawodów, start i meta na terenie Zakładu Opakowań Blaszanych w Tczewie - nowoczesny, spory obiekt i duży parking, udostępniony dla startujących, co ważne bo nie było kłopotu z zaparkowaniem w pobliżu biura i startu.:)
Spotkałem kilku znajomych, wśród nich Antoniego z ,,biegający Tczew", który jako jeden z trzech maratończyków ma ukończone wszystkie, 23 Maratony Solidarności !!!!:ok:. Oprócz niego wyczynu tego dokonali jeszcze Janek z Nowego Portu i Krzysiu z Gorzowa Wlkp.
Co do biegu - nieznana trasa, a więc myślę - poniżej godzinki i będzie nieźle...było 58 minut i 13 sekund..;), VII m-ce w kat. wiekowej....
Dobra końcówka bo ok. 1,5 km z górki, po dobrej, równej nawierzchni !!:cheer:
Ładna koszulka, fajny medal i smaczna grochóweczka na mecie, banany, izo !! Czyli same pozytywy !!

Aha, a Madzia ,,sportevo" (dawniej biegała z GT) w wyścigu kolarskim Lidzbark Warmiński 13.05. na dyst. 120 km zajęła IV m-ce open i II-gie w kat. wiekowej K-30 !
Wielkie brawa i gratulacje !!!:ok:

Pozdrowionka i piszcie co u Was !! 
bo niejaki Wayne Rooney ponoć napisał więcej książek niż przeczytał.......happy-smiley

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

W takim małym skrócie, najważniejsze starty ostatniego miesiąca:
15 kwietnia - 32:59 w biegu na 10 km w Krakowie, ale baaadzo dużo do tych 10 km brakowało, tempo raczej 35 minut, na asfalcie pewnie pobiegłbym szybciej, ale tamta trasa była bardzo nierówna, terenowa, aczkolwiek płaska z jednym króciutkim bardzo pionowym podbiegiem (i to jeszcze był grząski piasek), miejsce 2 open na ponad 400 osób
21 kwietnia - 35:14 albo jakoś tak, nocny bieg w Krakowie, atestowane 10 km, słabiutki czas właśnie przez to, że pociemku... no jednak przywykłem do biegania za dnia, więc organizm jakoś tak trudno było nastawić na szybkie bieganie, że o problemy z rozgrzewka na zatłoczonym rynku nie wspomnę, miejsce 11 open na ponad 3000
22 kwietnia - 2:57, Orlen Warsaw Marathon, 161 na ponad 4000
28 kwietnia - 1:19 w I Półmaraton Kartuski, w oficjalnych wynikach jest 1:20, ale to błąd firmy obsługującej imprezę, 6 na prawie 400
2 maja - 33:06 na 10 km, 10 okrążeń dookoła stadionu w Charytatywnym Biegu dla Arturka, od drugiego okrążenia zaczęło sie dublowanie, więc nie było mowy o biegu najkrótszą możliwą trasą, więc wyszło nawet więcej niż 10 km, jednak brak nawrotek i ostrych zakrętów robi swoje, nawet jeśli z nieba wali słońcem... zwycięstwo :D
5 maja - 34:35 w I Biegu Krynicy Morskiej na 10 km, nawierzchnia szutrowa, trasa prosta, jedna nawrotka, pełne 10 km, zwycięstwo :D
13 maja - 1:29 w Biegu Sasinów, czyli półmaratonie co ma sporo ponad 22 km, na bardzo trudnej terenowej trasie i piekącym słońcu, 2 open
19 maja - 16:26 podczas sztafety 5x5km Biegu Firmowego we Wrocławiu, indywidualnie 11 czas na około 6000 osób ze wszystkich drużyn, kolega zesztafety wygrał rywalizację indywidualną, ale jako drużyna zajęliśmy 2 miejsce
20 maja - 35:02 w Skarszewach, chyba atestowane 10 km, trudna trasa i wysoka temperatura, 7 open na 170
Za wiadomość dziękuje Piotr_S
nikt nie jest doskonały... także ja

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Hej !!
Piszcie o Biegu do Źródeł !!
Grupa Trojmiasto - same sukcesy !!
Flash trzeci!! Agnieszka trzecia w kat. !!
Ja-.......dobiegłem - też sukces !!
Olga !! Natalia !!
Poza tym sporo znajomych: Daria, Rafał, Artur.

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Veni, Vidi, Vici - czyli wyniki z zawodów

Krótka relacja z Maratonu Babia Góra.
Dystans 47 km, przewyższenia +2700, limit 10h.
Motywacją do startu (tradycyjnie biegłem z Jackiem) była chęć przygotowania do następnych startów (najbliższy to Super Trail 130).
Miało być w miarę krótko, ale z łomotem. I było:)
Było fajnie, chociaż niełatwo. Ciepło.
Trasa zaczyna się podejściem pod Babią Górę 8km/+1000 m, limit 2h. Nam ten odcinek zajął 1:59 i byliśmy jedni z ostatnich, albo nawet ostatni. 
Widoki piękne:-)
Potem biegiem w dół, na szczycie nawet się nie zatrzymaliśmy. Zejście też prawie 1000 m.
Trasa czasami wiodła prosto przez las, a czasami przez strumień (słynne zejście 450 m w strumieniu).  Potem burza, która musieliśmy przeczekać w tzw. bezpiecznym miejscu - Jacek:"żeby następna edycja nie była naszego imienia" :):):).
W nagrodę spotkaliśmy salamandrę plamistą, która przecięła ścieżkę tuż przed nami.
Rzęsisty deszcz mocno nas schłodził, więc na Małą Babią weszliśmy w tempie niemal ekspresowym.
Presja czasu ciągle nad nami ciążyła, więc nigdzie się nie zatrzymywaliśmy na długo - suma postojów najwyżej 30 min. + około 15 min. w czasie burzy.
Na zbiegach znowu zrobiło się nam ciepło.
Został jeszcze podejście pod Markowe Szczawiny, na które weszliśmy już po 9. Godzinie biegu. Do mety zostało jeszcze 6 km. I znowu pędem w dół. Biegliśmy co się dało, uważając jedynie żeby nie popełnić żadnych błędów. Zaliczyłem wprawdzie 3 gleby, ale bez żadnych urazów.
Na mecie byliśmy w czasie 9:56, 4 min. przed limitem! Mistrzowie strategii:-)
Minutę po nas dotarł kolejny zawodnik, a trochę później jeszcze dwóch po limicie.
Ogólnie dotarliśmy w dobrej kondycji i mega zadowoleni, bo zrealizowaliśmy wszystkie założenia tego startu, popełniliśmy tylko kilka mało istotnych błędów, zrobiliśmy rekord trasy (biegliśmy pierwszy raz  - ja w ogóle, a Jacek na tej trasie - więc po dotarciu na metę życiówka była gwarantowana:).
Piękna przyroda, udany start, czego chcieć więcej…
Może tylko wrócić za rok?
W drodze powrotnej w pociągu z Warszawy spotkałem Flasha - świat jest mały. Przegadaliśmy prawie całą drogę...
Za wiadomość dziękuje Flash, Piotr_S
biegam, bo lubię
Z bieganiem jest jak z oddychaniem - jak raz zaczniesz, to trudno przestać.
2. PZU Gdańsk Maraton 3:27:41
Rzeźnik 2010 15:19
Sudecka Setka 2011 13:55:56
Bieg 7 Dolin 2013 15:42:20
ŁUT 2016 - 34:29:29,6

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Stronę wygenerowano w 0.215 sekundy.

do góry